Kiedy Serena zacznie coraz częściej przegrywać finały, to będzie początek końca jej kariery. Możliwe, że dzisiaj zaczęła już snuć plany na resztę życia. Tatuś nauczył ją wszystkiego poza jednym - przegrywaniem.
Kerber wspaniała, odważna i z ogromną wiarą w możliwość pokonania Williams. Świetnie radziła sobie psychicznie w słabszych momentach, kiedy myślałam, że za chwilę się popłacze, jak to ona czasem potrafi. Ale nic z tego. Starczyło pałera na cały trzysetowy mecz z Sereną, wielki szacun! Niektóre uderzenia szalenie efektowne, takie trochę w stylu Murray'a, kiedy z całej siły z prędkością światła odbija piłkę prawie spod samej widowni po crossie i trafia idealnie.
Podobno z Sereną można wygrać tylko jak ma gorszy dzień. Serena dzisiaj nie miała gorszego dnia. Nie w finale Wielkiego Szlema. Myliła się, to fakt, ale to była Serena, jaką znamy. Po prostu Kerber wspięła się na wyżyny swoich możliwości. Z taką Sereną Agnieszka Radwańska ma nikłe szanse, bo chociaż posiada wszystko, to jednego wciąż jej brak - pałera (choć trzeba przyznać, że poczyniła postępy). Tak wytłumaczyła się z przegranej w półfinale: "Serena to inny poziom, męski styl tenisa". Kerber natomiast reprezentuje podobny styl. Miałam dzisiaj wrażenie, że Kerber pobiła Serenę jej własną bronią. Uczyła się tego długo, dała z siebie wszystko.
Kangusiu, czekam z niecierpliwością na Twoją relację i zdjęcia. Szukałam Cię na widowni

Kerber podobno zawarła wiele różnych zakładów przed finałem. Teraz będzie je realizować. Jednym z nich jest skok do Yarry. Jakbyś przy okazji przechodziła, to uwiecznij proszę tę wiekopomną chwilę.