Witam Panią serdecznie i raz jeszcze dziękuję za możliwość podzielenia się moimi: niepokojem, strachem, niepewnością, lękiem, przerażeniem, obawą...
Napisałam wczoraj do Pani wiedząc, będąc omalże pewną, że -jak zwykle!- bacznie śledzi P.wydarzenia na świecie i pewnie jest tak samo przerażona jak my, czekający na jakiekolwiek wieści z Bostonu!
O godz. 5 nad ranem udało się w końcu przez tel.porozmawiać z mężem:
jest cały, zdrowy, przebiegł metę maratonu kilkanaście minut przed wybuchem!
A potem już działy się rzeczy straszne: krew, krzyki ludzi, ból, strach, niedowierzanie, że TO SIĘ STAŁO...
Nie ma słów, by opisać tę tragedię!!!
Na 32 Omdlenia pewnie przyjdziemy, z wielką radością znowu schronię się w Pani-moim Teatrze, ale zapomnieć o tym co się stało chyba będzie b. trudno!!!
A Pani wielkie dzięki ślę za szybką reakcję na mój list, a jako przywilej ogromny postrzegam możliwość rozmowy z Panią nawet na tak prywatne, trudne i newralgiczne tematy - to b. ważne i cenne niezmiernie, że ma Pani czas i chęci dzielenia się swoimi emocjami, przemyśleniami, opiniami...
Do zobaczenia. Serdeczności ślę.
G.