Dzień dobry Pani Krystyno,
Właśnie przeczytałam dzisiejszy wpis w Pani "Dzienniku". O tym, że na planie cicho, pusto i samotnie. zamyśliłam się nad tymi zapiskami i mam niestety wrażenie, że ten stan można dziś śmiało odnieść niemalże do każdej kwestii, nie tylko do sytuacji na planie filmowym. Ja też się często zastanawiam, dlaczego tak jest? Może to uwarunkowania związane ze zmianami ustrojowymi, które (mimo wszystko,dzięki Bogu się zadziały). Wprawdzie pozwoliły one nam na "wyprostowanie kręgosłupa ustrojowego", na zmiany społeczne, ale może paradoksalnie przez to też zniknęła niestety "wspólnota celu". Kiedyś tym celem była walka o to, by kolor sztandaru zmienił barwę z czerwonego na biało-czerwony. A teraz? Mamy demokrację i może tak naprawdę ciężko o wspólny cel, który by mobilizował, jednoczył, bo dzięki tzw. wolności słowa i jednostki nie trzeba być już "w opozycji", by wyrażać swój światopogląd (ujmując najogólniej). I mam niestety wrażenie, że razem ze "wspólnotą celu", zanika coraz bardziej potrzeba wspólnoty społecznej, osobistego spotykania się, rozmowy, takiej prawdziwej, gdzie ma się okazję widzieć swego rozmówcę, człowieka, odczytywać jego emocje z twarzy, barwy głosu. Co mamy w zamian? Klikanie w klawiaturę. A z klawiaturą trudno nawiązać kontakt emocjonalny. Bo klawiatura to powierzchowność, odizolowanie, często niezobowiązujące kontakty, bardzo płytkie, które tak naprawdę niewiele mają wspólnego z budowaniem więzi... I może ta "klawiatura" dotyczy obecnie także świata filmu, Pani Krystyno... Temat rzeka... Nie sposób go "wyczerpać" na forum...
Ale, żeby nie było tak bardzo nostalgicznie, spróbuję Pani umilić troszkę czas oczekiwania na planie i opowiem Pani na koniec żart, który dzisiaj usłyszałam. Żart nawiązuje oczywiście do Euro, ale według mnie wart jest uwagi. Mnie rozbawił...
Rozmawiają dwa pingwiny:
- Kowalski! Dlaczego Polacy nie wyszli z grupy?!
- Bo jak jest się gospodarzem i zaprasza się gości, to gospodarz nie wychodzi...
Pozdrawiam serdecznie i życzę dobrego nastroju. (I miłej lektury).
Ada P.