Pozostawiłeś mnie samą. Rozwijam więc w sobie powoli samotność, która zamknięta gdzieś w panieńskiej walizce, przez lata naszego małżeństwa szukała ujścia będąc świadkiem Twoich namiętnych, brudnych erupcji.
Zakładam na siebie czerwień - pękającą w okolicach moich zmęczonych życiem bioder. Dopinam zamek samotnie, jak by ręka, którą mnie zawsze dotykałeś - została jak niechciany spadek.
Potykam się jeszcze o kilka wspomnień naiwności. Łatwiej się podnosić, popijając wódką. Ta sukienka jest całkiem niezła. Wyglądam jak kobieta na skraju szaleństwa. Moje duże stopy, szukają wejścia w młodzieńcze obcasy. Odcinam więc pięty, raniąc sobie skóre. Bo przezcież jestem już przy samym końcu. Można poświecić troche siebie dla mężczyzny.
Stoje tak przed lustrem, rozmawiając z Tobą. Tusz mi lekko spływa, krew czerwony dywan tworzy.
I krzycze Ci zbrodniarzu miłości, patrzący na mnie i cuchnacy śmiercią.
Ta dziewczyna w naszym łózku - była twoją klęską...
bo nie będziesz miał cudzych Bogów - przede mną.
Obraz autorstwa Agaty Stommy
