Wracam wczoraj z jeziora, z obrzeży miasta, dzwoni telefon, Mama (o której tu już zresztą kiedyś pisałam, że jest o Panią zazdrosna).
- Córcia, w Internecie piszą, że Mama Jandy w takim ciężkim stanie i że Janda musiała wracać szybko z wakacji, prawda to? Bo to na tym dziadostwie piszą, wiesz... - pyta, wiedząc, że jestem na bieżąco.
- E tam, ściema pewnie, przecież Pani Krystyna już dawno wróciła, próby do Callas trwają od jakiegoś czasu, gdzie to czytałaś?
- Na Kundelku - mówi mama poważnie. Wybucham śmiechem, spokojnie przeżuwam gofra. Jakoś nie martwię się ani o Panią, ani o Pani Mamę - bynajmniej nie z braku empatii.
Wieczorem przeglądam te całe kundelki i ogarnia mnie po raz kolejny wstyd. Kto wypisuje takie głupoty, kto i czemu w nie wierzy, skąd w ludziach tyle jadu?... Wstyd mi tym bardziej, że sama studiuję dziennikarstwo. I wstyd mi za to, że gdy kiedyś powiedziałam, że "będę zawsze bronić prawdy", śmiechem wybuchnęli mi w twarzy i koledzy, i wykładowcy. A ja będę, i koniec.
Życzę dużo zdrowia dla Mamy, pięknych premier Callas i jak najmniej złośliwości ze strony zazdrośników i zakompleksionych hejterów!
Niech się dzieje dobro,
Iga
PS Jak większość - nie wyobrażam sobie pożegnania z "Białą bluzką"... Rejestracja przedstawienia byłaby cudownym pomysłem!
PS