Trochę na przekór temu co złe i wszelkim przykrym słowom płynącym z internetu ja postanowiłam podziękować Pani za piątkowe spotkanie na Czerskiej. Przeniosła mnie Pani swymi opowieściami w zupełnie inny świat, na tę chwilę szara i trudna rzeczywistość a nawet ból zostały przyćmione przez Pani energię i inteligentne poczucie humoru, uśmiech mi z twarzy praktycznie nie schodził i chłonęłam Pani opowieści, płynęłam sobie z nimi zupełnie gdzie indziej. I było mi z tym tak miło i dobrze. Cieszyłam się, bo spotkania z Panią nie w roli to takie małe święto, które nie zdarza się często

W teatrze dochodzą jeszcze często do głosu nieznane uczucia, wrażenia a może znane niegdyś tylko uśpione..... Wszystko co wokół mnie- to moje marne jak mi się często ostatnio wydaje, życie nabiera innej ( lub w ogóle jakiejkolwiek ) wartości. Bo przecież przez to że jestem tu, mogę przeżyć w teatrze coś tylko dzięki Pani ( bo Pani na scenie) i też dzięki temu że jestem. Że jednak istnieje i mogę siedzieć tego wieczoru na widowni. Warunek sine qua non, że powtórzę za Elżbietą. I być może komuś nie jest to aż tak bardzo potrzebne jak mnie, ale cytując z Marii Callas. Master Class "Ja wiem że świat się nie zawali, jeśli od jutra nie będzie przedstawień Traviaty. Ja to wiem. Ale wierzę, że wybierając sztukę przyczyniamy się do tego, aby ten świat stawał się piękniejszy i lepszy. Że zostawiamy go mądrzejszym i bogatszym, dzięki sztuce". Tak właśnie jest z moim życiem, choć jestem tylko widzem, odbiorcą to sztuka często daje mi tak wiele.... A dla mnie teatr to przede wszystkim ( choć nie tylko) Pani. Teatr bez Pani dla mnie nie istnieje. Jak bardzo dzięki Pani wzbogaciło się moje życie. No miało nie być patetycznie, ale trudno, czasami nie da się inaczej. Chcę żeby Pani wiedziała jak wielki to ma dla mnie sens i jak jest ważne. Chciałabym bardzo jeszcze móc zobaczyć dzięki Pani tak wiele, móc otworzyć kolejne zapomniane lub nieznane drzwi. Niech Pani nigdy nie wątpi i nie ustaje w dążeniach, tych artystycznych także. Te moje trudne lata, lata walki z chorobą, przebijanie głową muru niejednokrotnie i nagle w tym wszystkim jak wisienka na torcie, pojawia się coś tak niezwykłego i otwierają się nowe sensy i cele. Tak bardzo Pani, teatr, sztuka, wzbogaciły moje życie, że trudno to opisać. To tak jakby wzniosły je na zupełnie inny poziom.Nowe przestrzenie. Inny świat, w dodatku w tym świecie nie czuje moich codziennych bardzo dużych ograniczeń. One nie są ważne. Dopóki moje zmysły się całkiem nie pomieszają, a na razie się nie pomieszały, mogę czuć i odbierać to wszystko. I wtedy sobie myślę że warto. Że warto walczyć o kolejny dzień dla tych chwil nie do zapomnienia i nie do przecenienia....
A dzięki dziennikowi, tej stronie i korespondencji Pani obecność w moim życiu ( choć może nie dosłownie ale jednak


Do tego czasu mam nadzieję "zobaczyć się z Panią" w teatrze jeszcze wiele razy.
Pozdrawiam serdecznie jak zawsze
Ewa Sobkowicz