
Zawsze miałam artystyczną duszę i inaczej, rzec można, z większą delikatnością pojmowałam rzeczywistość. Trudno było mi obchodzić się z wieloma normami, toteż na kartkach papieru przetwarzałam otaczający świat. Zaraz przed maturą udało mi się wydać książkę. Udało mi się spełnić moje największe marzenie. Wszczepiłam cząstkę mnie w każdy epizod, fikcja literacka jest metaforą wielu moich własnych przeżyć i pragnień. Szybko lista przyjaciół zrobiła się bardziej ścisła. W końcu, poznajemy ich nie tylko w biedzie, ale często właśnie w obliczu jakiegoś, nawet najmniejszego sukcesu. W środowisku opluwano mnie i oskarżano o plagiat, nie wierzono w moją wyobraźnię. Od października rozpoczynam studia na Wydziale Filologii Polskiej. Wystarczą palce u jednej ręki, aby policzyć osoby, które nie wykpiły mojego wyboru. Wyboru, którego jestem pewna, jak nigdy niczego. Bo myślę sercem, bo myślę, jak Szekspir, który stwierdził dawno temu, że żadnego pożytku nie ma ze studenta, który studiuje to, czego nie lubi. Ponad miesiąc temu pod wszystkimi groźbami świata ze strony osób mi "najbliższych" byłam zdecydowana złożyć papiery na ogólnie poważane i prześwietne prawo. Żegnając się z marzeniami i artystycznymi tendencjami powróciłam na moment spontanicznie do Pani ostatniej książki i tam przeczytałam dużymi i tłustymi literami - ,,Niech żyje sztuka". To chyba moje credo i moje wybawienie. Dziś jestem w trakcie pisania kolejnej powieści. Żałowałabym całe życie, postępując inaczej. Wzruszenia czytelników po przeczytaniu mojej książki to najpiękniejszy dowód. Dziękuję Pani, bo choć zabrzmi to kulawo i pretensjonalnie, uratowała Pani moją duszę.
Pozdrawiam Panią najserdeczniej, życząc dużo zdrowia, jako podstawy całokształtu, jak już raz Pani tutaj życzyłam, używając dokładnie tego określenia, które ku mojej radości zostało przez Panią wyróżnione.
Wszystkiego dobrego, dużo słodkich i słonecznych dni. Niewielu zmartwień oraz może odporności na wszelkie draństwa, prostactwo i głupoty tego świata.
Oliwia.